Izabela Filipiak - Fun Home, czyli żałoba po nieobecności
Dysfunkcjonalni bibliofile
Krytykowanie własnej rodziny jest posunięciem niebezpiecznym, jak doświadczyła tego Alison Bechdel. „Wywodzę się z popapranej rodziny, więc nie mam w tej kwestii dobrego wyczucia granic”, opowiada na spotkaniu w księgarni w San Francisco. W wywiadzie dla londyńskiego „The Guardian” natomiast woła retorycznie: „Nie wiem, dlaczego ujawniam te rzeczy!”. Ujawnianie okazuje się odruchem, którego nabywa się po tak zwanym coming oucie. Raz ujawniwszy, nie możemy przestać: obiekty warte ujawnienia mnożą się czy to w osobistych, czy w kulturowych szafach.
„Te rzeczy” dotyczą tajemnicy rodzinnej: Bruce Bechdel, nauczyciel angielskiego i właściciel zakładu pogrzebowego, ojciec trojga dzieci, „romansował z mężczyznami”. Oczywiście, dzieci dorastają nieświadome ukrytego dna (a zarazem w poczuciu, że ojciec tworzy zasłony, za którymi coś zostaje ukryte). A zatem pierwszy rozdział, „Stary ojciec, stary rzemieślnik” prezentuje dzieciństwo Alison i jej braci spędzone w domu zbudowanym w stylu amerykańskiego neogotyku, gdzie większość prac remontowych i upiększających ojciec wykonuje własnymi rękami (z pomocą dzieci traktowanych jak roboty), gdzie rodzina Bechdelów mieszka trochę jak rodzina Adamsów, a trochę jakby w życiu przypadło im w udziale pilnowanie składu muzelnych mebli. Ojciec ma skłonności do maniakalnych wybuchów, matka cierpi na depresję, a mała Alison całuje na dobranoc pluszowe zwierzątka, bo jej samej nikt w tym domu na dobranoc od lat nie pocałował.
Dysfunkcjonalnych rodzin jest na świecie co niemiara. Rodzinę Bechdelów wyróżnia to, że składa się z bibliofilów. To oznacza, że dzieci i rodzice rozmawiają o swoich pragnieniach i sekretach za pomocą książek. Tytuły i nazwiska ulubionych autorów należą do rodzinnego kodu. Nic dziwnego, że Alison zaczyna podejrzewać, iż wypadek samochodowy, którego ofiarą padł Bruce Bechdel w wieku czterdziestu czterech lat, nie był nieszczęśliwym wypadkiem, tylko samobójstwem, jak tylko odkryje, że ojciec przed śmiercią czytał Camusa Śmierć szczęśliwą. A umacnia się w tym przekonaniu po obliczeniu, że Bruce Bechdel, który w młodości uważał Scotta Fitzgeralda za swego mistrza, żył 44 lata, tyle samo, co jego literacki idol, tylko trzy dni krócej.
Kontynuacja teksttu Izabeli Filipiak oczywiście w Fun Home. Tragikomiks rodzinny.